Muay Thai – więcej niż walka

To nie tylko sposób, jak dobrze się bić, ale także wartości: tradycja, honor, szacunek, przyjaźń i fair play – mówi Rafał Simonides, mistrz świata Muay Thai i trener polskiej kadry. W Polsce tajski boks jest stosunkowo nową dyscypliną, ale zyskuje kolejnych fanów między innymi dzięki Joannie Jędrzejczyk – mistrzyni UFC, która zaczynała od Muay Thai. Coraz więcej osób uprawia tajski boks na co dzień, a ci, którzy trenują mówią, że to prawdziwe uzależnienie.
Muay Thai oznacza dosłownie tajski boks. To nie tylko tajski sport narodowy, ale narodowa sztuka walki, wywodząca się z historii i związana z kulturą i tradycją Tajlandii.
– Jest taka legenda, ze królewski słoń został przewrócony podczas walki i ci żołnierze, którzy byli na nim, potracili broń. Ale trzeba było bronić króla, więc stanęli do walki z tym, co mieli, czyli ze swoimi kończynami. Stąd mówi się, że Muay Thai jest to sztuka walki ośmiu kończyn, czyli ręce, łokcie, kolana oraz kopnięcia – opowiada Rafał Simonides, który zdobył tytuł mistrza świata Muay Thai.
Muay Thai rzeczywiście wymyślono jako formę obrony. – Od XII wieku, od czasu wczesnego królestwa, była potrzeba obrony i ochrony stolicy i jej mieszkańców. Utworzono armię, ale w tamtym czasie nie było wystarczającej ilości broni, więc żołnierze byli szkoleni do obsługi tego, co było dostępne, a także do walki wręcz i tego, jak używać swojego ciała jako broni – tłumaczy Paitoon Mahapannaporn, Radca-Minister w Ambasadzie Królestwa Tajlandii w Polsce.
Technika tajskiego bosku była przekazywana z pokolenia na pokolenie i zdobywała coraz większą popularność. Z czasem, podczas pokoju, stała się nie tyle formą obrony, co raczej sportem, który wrósł w tradycję i kulturę Tajlandii, przyjmując formę narodowej sztuki walki w formie zarówno rywalizacji, jak i rozrywki. Wraz ze sławą narodową, Muay Thai docierało za granicę. – Obcokrajowcy poznali Muay Thai szczególnie po II wojnie światowej – mówi Mahapannaporn.
Dzisiaj jest to sport znany na całym świecie, z aspiracjami olimpijskimi. Na mistrzostwach świata startują obecnie i rywalizują reprezentanci 128 krajów członkowskich.
Chociaż w Polsce to stosunkowo młoda dyscyplina, w coraz większej liczbie szkół oferujących naukę sztuki walki można uczęszczać na zajęcia tajskiego boksu. Nauczycielem Muay Thai jest też dzisiaj Rafał Simonides, mistrz świata Muay Thai i trener polskiej kadry. Sam ma na koncie międzynarodową karierę. Walczył między innymi w Tajlandii, Hong Kongu, Singapurze, Kambodży czy Chinach, a także jako pierwszy Polak walczył z okazji urodzin króla i królowej Tajlandii.
– Sztuki walki chyba były mi przeznaczone, bo podobno w ciąży bardzo kopałem. Wszyscy myśleli, że będę piłkarzem, ale okazało się, że poszło w sztuki walki. Muay Thai stało się dla mnie filozofią życia, spełniłem swoje marzenie. To mnie ukształtowało, bo to nie tylko sztuka walki, nie tylko sposób, jak dobrze się bić, ale to także wartości. Pięć takich sztandarowych to tradycja, honor, szacunek, przyjaźń i fair play. Każdą jedną z tych wartości odkryłem i zrozumiałem dzięki Muay Thai – mówi Simonides.
Rafał Simonides spędził w Tajlandii kilka lat
Swoje umiejętności szlifował wiele lat, a do mistrzostwa doszedł dzięki zacięciu i poświęceniu. Kiedy wywalczył Puchar Europy jako młody, dwudziestokilkuletni chłopak, niewiele myśląc postanowił ruszyć do kolebki tajskiego boksu; jak sam mówi – do paszczy lwa.
– Po dwóch tygodniach miałem pierwsza walkę, po której Tajowie przygarnęli mnie gdzieś tam wyżej. Nie byłem już traktowany jako zwykły adept, który przyjechał i chce się uczyć Muay Thai, tylko jako zawodnik i piąłem się coraz wyżej w karierze. Ćwiczyłem, walczyłem, spałem, jadłem, walczyłem, ćwiczyłem. Tylko po to tam pojechałem – mówi Simonides i dodaje: – stałem się maszyną, maszyną z jednym celem i ten cel udało mi się osiągnąć.
– Muay Thai jest bardzo zalecane dla młodzieży, bo uczy samodyscypliny, kontroli emocji, wyznaczania sobie celów, radzenia sobie z porażką, ale również ze zwycięstwem. W sporcie jest tak, że i się wygrywa, i się przegrywa, i są to wielkie emocje, z którymi trzeba sobie umieć radzić – uważa Simonides.
Osoby, które przychodzą na zajęcia do niego, zgodnie twierdzą, że treningi to dla nich prawdziwe uzależnienie. – Dla mnie to jest pasja. Pracuję na trzy zmiany, więc to czasami jest ciężkie, ale nie wyobrażam sobie, żebym codziennie nie spędził tej półtorej godziny na sali – mówi Łukasz Galczewski.
Podobnie uważa Mariusz Brzozowski, który trenuje od świtu do nocy i ma po 3 treningi dziennie. – Często spotykam znajomych, którzy patrzą na mnie z zazdrością, ale pamiętam, jak się ze mnie śmiali, że ja siedzę nad książkami i trenuję, a oni w tym czasie imprezowali. Teraz jest na odwrót. Muay Thai daje sprawność fizyczną , takie poczucie własnej wartości.
Podopiecznym Simonidesa jest też Sebastian Górniak, który trenując od roku, już ma na koncie dwa sukcesy – zdobył Puchar Polski i mistrzostwo Polski w kategorii juniorów.
Na zajęcia coraz częściej chodzą też dziewczyny. Bogusława Grabowska na macie jest od pięciu lat. Przyznaje, że na początku traktowała treningi bardziej jako fitness, jako sposób na zrzucenie wagi. Dopiero z czasem połknęła bakcyla i pokochała tajski boks. Dzięki treningom poradziła sobie też ze stresem w pracy.
– Zaczął się taki czas w moim życiu, że pracowałam po 12-14 godzin i nie było czasu na treningi. Żołądek bolał na potęgę. Poszłam do gastrologa, który zadał mi trzy pytania o pracę, a ja się rozpłakałam, jak bóbr. Nawet mnie nie badał, tylko powiedział: „albo zmienisz prace, albo znajdziesz coś, co pozwoli rozładować tę energię, żeby to z siebie wyrzucić, bo to się kumuluje w ciele; jeżeli czegoś nie zrobisz, wyniszczysz organizm”. Teraz trenuje 4-5 razy w tygodniu i jestem totalnie wyluzowana w pracy, wszystkim korposzczurom polecam ten sport – opowiada Grabowska.
– Muay Thai uczy też samoobrony i może być pomocne – twierdzi Grabowska. – Miałam taką sytuację, że na ulicy, w środku nocy, zaczepił mnie jakiś koleś. Był duży, zaczepiał mnie wulgarnymi tekstami. Powiedziałam brzydkie słowo, żeby się po prostu oddalił, a on taki zdziwiony zapytał: „ale dlaczego?”. Niewiele myśląc stanęłam taka harda i odparłam: „dla własnego dobra”. Po prostu czułam przewagę. Wiedziałam, że mogłabym sobie z nim poradzić, bo to by były dwa ciosy i on, zanim by się zorientował, o co chodzi, już by mnie nie było, bo szybkości też się uczymy – opowiada.
„Każdy dzięki sztukom walki będzie lepszy niż był”
W Tajlandii zawodnicy zaczynają walczyć w bardzo młodym wieku. Jest to przede wszystkim sposób na zarabianie pieniędzy i utrzymywanie całej rodziny, a zawodnicy często pochodzą z wiejskich i biednych terenów kraju.
– Zanim osiągną dwadzieścia parę lat, na koncie mają już ponad 100 walk. Jednak obecnie jest znanych wiele przypadków, kiedy to Europejczycy wygrywają walki z Tajami – mówi konsul i dodaje: – Według mnie, jeśli Europejczycy wykorzystają swoją siłę fizyczną, a także to, że mają dłuższe nogi, dłuższe ramiona, a do tego będą dobrze trenować, mają szanse, żeby wygrywać.
Sam Simonides, który ma na koncie wiele zwycięstw z Tajami, uważa: – Nie tyle ważny jest ten puchar, ten pas mistrzowski czy ten tytuł, co droga, która prowadzi do jego zdobycia. To głównie chcę przekazać, bo nie każdy będzie mistrzem, ale każdy dzięki sztukom walki będzie lepszy niż był. To buduje człowieka i wszystkie wartości, jak samodyscyplina, jak poświęcenie, jak to, że nie idziemy na imprezę. To jest rozwój naszego ducha, i ciała oczywiście. I to jest największa zaleta Muay Thai.

0
0
0
s2smodern

facebook logo

instagram logo

bekuplast logo

tn tauronserwis logo

pgg logo

bip

logo zseiu thumb

youtubelogo